• Ania

Pies i dziecko

Klara i Daisy Dziecko i Pies Człowiek i Flat Coated Retriever Wybuchowa mieszkanka, która dała mi prawdziwą lekcję życia.

Czy byłam na to gotowa? Nie. Z sunią chodziliśmy na szkolenia od małego. Przedszkole, zerówka, szkolenia bardziej zaawansowane, nosework, crate games. Nie kradła jedzenia, nie niszczyła domu, nie zjadała zabawek. Lubiła swoją klatkę. Fajny zrównoważony pies. Oprócz tego, że wyszkolona przez nas i pod okiem super trenerki, z która mam teraz przyjemność pracować zawodowo, wzięłam dodatkową konsultację u osoby, która zajmuje się relacjami dzieci z psami. Szybko się okazało, że ta osoba na dzieciach to się zna, ale na emocjach psów to już mniej. Powiedziała dwie ciekawe rzeczy, resztę można było wyrzucić do śmieci.

jnj

Foto by Ania Pilip


Kiedy pojawiła się Klara, moje pierwsze i jedyne dziecko, już wiedziałam, że gotowa to ja jestem, ale do zasypiania w każdej możliwej pozycji i to jak mam tylko chwilę, ale na pewno nie na relację psa i dziecka. Na to żeby skupić się na potrzebach każdej z osobna, uszanować wszystkie emocje. Skupiłam się głównie na dbaniu o ich bezpieczną relację.

Daisy pokazała dużo różnych emocji. Czy jest opiekuńcza, troskliwa, czujna? Jest. Ale nowy członek rodziny wywołał też dużo stresu, niepewności. Głęboko wierzę, że jesteśmy emocjonalnie połączeni z naszymi pupilami. Sunia czuła więc mój stres, bezradność a potem depresję poporodową. Emocjonalnie szła ze mną na dno. Oprócz tego, nie miała przestrzeni, żeby skupić się na jej emocjach i treningach. Dawałam jej „minimum” siebie.

Foto by Marysia Stefaniak


Teraz po dwóch latach jestem mądrzejsza i mam dużo większą wiedzę. Nie tylko w temacie szkolenia psów ale również w temacie emocji i uważności. Dbam o ich relację w inny sposób, uczę Klarę odczytywania sygnałów, które wysyła pies, dbam o ich bliskość ale również o ich granice.

Wtedy miałam duże wyrzuty sumienia, katowałam się, że jestem złą przewodniczą dla psa, ba, nawet myślałam, że powinnam jej znaleźć „lepszą” rodzinę. Czy takich emocji da się uniknąć? Da się. Tylko to wymaga dużo pracy i świadomości. Zachęcam do tego, żeby przygotowywać psa do narodzin dziecka, jak tylko się o tym dowiemy. Rozsądnie.

Ale przede wszystkim uczyć się odpuszczać. Bo macierzyństwo i praca z psem polegają na tym samym. Na podążaniu za dzieckiem lub za psem. Na obserwowaniu ich emocji. Na niewywieraniu presji. Na nauce podejmowania wyborów. Na odpuszczaniu swoich ambicji. Na zwolnieniu, przystanięciu i skupieniu się na tym co jest tu i teraz. Na radości z małych rzeczy, drobnych gestów, krótkich chwil. Na tym, żeby usiąść, zatrzymać się i popatrzeć na daną sytuację z boku. Poczekać aż dziecko i pies będą gotowi. Dać im chwilę na samoregulację i okazanie emocji. I wtedy jest miejsce i na nasze szczęście, chwilę dla siebie, radość 😊

Żyjemy w czasach gdzie na wszystko są deadliny, wszystko musi być zrobione na wczoraj. Oczekujemy wyniku, skupiamy się na celu, zapominając o drodze, która nas do niego ma zaprowadzić. Chcemy, żeby wszystko było „fast”, zapominając o tym, że na dłuższą metę, lepsze są metody, które wymagają od nas uważności, bycia bardziej „slow”. I to są sposoby, które budują relacje i są fundamentem, którego nie da się podważyć.

Pozwólmy sobie i innym przeżywać różne emocje, szanujmy swoje i innych granice, i znajdźmy chwilę na zabawę w naszych relacjach. Aho! Niech tak się stanie!

Jeśli chcecie, żebym podzieliła się swoją wiedzą lub wsparła Was w procesie dbania o dzieciowo- psie relacje, lub przygotowała na nadejście nowego członka stada, zapraszam na konsultacje indywidualne😊

6 wyświetlenia0 komentarz