Zoofarmakognozja stosowana

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Foto od Ewy Milun-Walczak

Natura nic nie robi bez powodu. Arystoteles

Na przestrzeni ostatnich lat można zaobserwować umacniający się trend, zgodnie z którym coraz więcej ludzi kieruje swoje myśli w stronę życia w zgodzie z naturą. Ta instynktowna potrzeba wynika prawdopodobnie z faktu, że niestety świat dookoła nas  jest coraz bardziej skażony. I nie chodzi tu „tylko” o zanieczyszczone powietrze czy rosnące góry produkowanych przez ludzkość odpadów, ale także o pełną mikroplastiku i pestycydów żywność. Badania jasno pokazują, że to wszystko ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie. Ludzie coraz częściej stają przed wyborem: medycyna konwencjonalna czy homeopatia? Szczepić siebie i swoich bliskich czy też poprzeć ruch antyszczepionkowców? Niestety w natłoku informacji, popadamy z jednej skrajności w drugą. Z jednej strony nie chcemy truć naszych organizmów, z drugiej zaśmiecamy się na co dzień niezdrową, przetworzoną żywnością.

To samo zauważam w swojej codziennej pracy ze zwierzętami. Zapominamy o tym, że psy czy koty to były kiedyś dzikie zwierzęta, żyjące w zgodzie z naturą. Istoty, które same potrafiły się leczyć. Migrowały w poszukiwaniu roślin, o których instynktownie wiedziały, że przyniosą im ulgę. Dlaczego więc dzisiaj do wspomagania zdrowia zwierząt, używamy głównie sztucznych substancji, w dodatku narzucając je zwierzętom, często dodając bezpośrednio do jedzenia? Współczesny trening zwierząt zabija ich samodzielność (wszystkie metody awersyjne czy pozytywne, ale związane z naprowadzaniem zwierząt jedzeniem), programujemy zwierzęta tak, żeby były nam posłuszne nie dając im swobodnie eksplorować otoczenia. Podczas konsultacji, przerażeni właściciele mówią mi o tym, że z ich pupilem coś jest nie tak, bo je trawę. Bo zjada glony jak jest nad wodą. Zapominamy, że nasze zwierzaki mają bardzo silny instynkt, który na szczęście przetrwał lata ewolucji, który pozwala im wybrać to, co jest dla nich dobre. Dlatego często posilają się trawą, glonami, korzonkami – ewidentnie brakuje im jakiś składników potrzebnych do prawidłowego funkcjonowanie. Zacznijmy opowieść o zoofarmakognozji stosowanej i naturalnych metodach wspomagania zdrowia od opowieści o ziołolecznictwie.

 

 

Foto od Ewy Milun – Walczak

Ziołolecznictwo i farmakognozja

Ludzie, kiedy są chorzy, źle się czują, odczuwają ból, mają gorączkę najczęściej po prostu wsiadają do auta i jadą do lekarza. Ewentualnie do najbliższej apteki i spożywają tonę lekarstw. Niektórzy ufają bardziej medycynie naturalniej i rozwiązują swoje problemy zdrowotne za pomocą ziołolecznictwa. Ziołolecznictwo opiera się na farmakognozji, która jest działem farmacji zajmującym się głównie nauką o substancjach pochodzenia naturalnego, w tym w szczególności pochodzenia roślinnego, które są stosowane jako lekarstwa lub ich składniki.

Pierwszy polski podręcznik do farmakognozji „Herbarz polski to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych” księdza Marcina z Urzędowa, doktora medycyny i filozofii, ukazał się w 1613 roku. Już wtedy ludzie wiedzieli, że rośliny mają swoje lecznicze właściwości i odpowiednio użyte mogą pomóc na niektóre schorzenia. Dzięki rozwojowi nauki związanej z poznawaniem związków chemicznych występujących w przyrodzie, a także dzięki przekonaniu, iż to właśnie te związki zawarte w roślinach warunkują jej właściwości medyczne, uczeni zaczęli izolować z leków roślinnych składniki aktywne biologicznie [1]. Na tym opiera się współczesna medycyna. Człowiek cały czas dążył do przedłużenia sobie życia i walki z różnymi chorobami. Niestety silna ekspansja leków produkowanych czysto chemicznie (bez podstaw roślinnych i naturalnych) sprawiła, że odeszliśmy od medycyny naturalnej. Niektórzy wręcz zaczęli ją uważać za niebezpieczną bez żadnych powodów czy pokrywających się z tym badań. Co jest bardzo złe, ponieważ opieramy swoją wiedzę na EBM (ang. Evidence Based Medicine – medycyna oparta na faktach) i nie ma dowodów na to, że ziołolecznictwo nie działa. Wręcz przeciwnie. Na bok odłożono fakt, że wiele leków działających syntetycznie ma długoterminowe silniejsze bądź lżejsze negatywne skutki dla naszego organizmu [2].

Na szczęście rośliny lecznicze stały się znów ośrodkiem zainteresowania badaczy i lekarzy. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z faktu, że prawie połowa leków produkowanych na świecie zawiera w swoim składzie aktywne substancje pozyskane z roślin lub zsyntetyzowane na wzór związków znajdujących się w nich [1]. Powrót do ziołolecznictwa, zwłaszcza w profilaktyce zdrowotnej, z uwagi między innymi na wzrastające koszty terapii lekiem syntetycznym, staje się faktem.

Leki ziołowe nie są odpowiedzią na wszystkie choroby, jednak medycyna idzie w stronę ustandaryzowania badań nad nimi. Leki pochodzenia roślinnego w większości są znacznie bezpieczniejsze, działają łagodniej i wolniej od leków syntetycznych; charakteryzują się przy tym małą toksycznością ogólną i narządową. Ich zastosowanie możemy zauważyć głównie w leczeniu schorzeń przewlekłych układu krążenia, trawiennego, moczowego czy chorób skóry [3]. Bardzo ważne jest, żeby ziół używać z rozwagą i nie lekceważyć ich działania, gdyż można po prostu zrobić sobie krzywdę. Stosując leki ziołowe pamiętajmy o powiedzeniu Paracelsusa (1493–1541), niemieckiego lekarza: wszystko jest trucizną, nic nie jest trucizną, działanie zależy tylko od dawki.

Foto od Ewy Milun-Walczak

 

Zoofarmakognozja

W przeciwieństwie do ludzi, zwierzęta nie mogą same wybrać się do lekarza kiedy zaczynają się źle czuć. Ponad to, często nie sygnalizują pierwszych symptomów choroby i nawet Ci właściciele, którzy pragną wspierać swoje czworonogi, nie są w stanie im odpowiednio szybko pomóc. Na szczęście nasze psy i koty mają nie tylko doskonale rozwinięty instynkt, ale również są niesamowicie inteligentne. Wcześniej przypisywaliśmy inteligencję tylko ludziom, jako umiejętność uczenia się, analizowania faktów, adaptowania się do nowych sytuacji, zmieniania zachowań czy wykorzystywania zdobytej wiedzy. Dzięki temu możemy użyć zoofarmakognozji stosowanej jako narzędzia do komunikacji z naszym zwierzakiem. Dowiedzieć się co go boli, stresuje zanim dana choroba się rozwinie.

Coraz więcej badań naukowych zaczyna potwierdzać to co obserwujemy już od pokoleń – zwierzęta używają roślin i innych substancji naturalnych jako leków [4,5]. W roku 1991, Richard Wrangham i Eloy Rodriguez wprowadzili termin zoofarmakognozji, jako proces samoleczenia się zwierząt przy pomocy naturalnie występujących środków zaradczych [6].

Prvensa, Villalba i Shaw dowiedli, że jagnięta potrafią same określić, która substancja naturalna czy roślina jest im potrzebna na daną dolegliwość [7]. Wiele ptaków używa roślin przy budowie swoich gniazd, żeby działały przeciw pasożytniczo, antyseptycznie czy przeciwdrobnoustrojowo [8]. Kolejnym przykładem są niedźwiedzie grizzly z Północnej Ameryki, które wykopywały korzeń rośliny osha (posiadającej silne działanie przeciwwirusowe), żuły go i mieliły w zębach, mieszały ze swoją śliną i pluły nim na swoje łapy i futro [9]. Dzięki temu dezynfekowały w naturalny sposób swoje ciało.

Powyższe dowody i badania jasno pokazują nam, że zwierzęta żyjące w swoim naturalnym środowisku mogą korzystać z środków zaradczych, żeby wspomagać procesy samoleczenia się. Co w takim razie z zwierzętami domowymi lub hodowlanymi? Czy także one zachowały zdolność instynktownego wybierania odpowiednich substancji bioaktywnych zawartych w ziołach?

Zoofarmakognozja stosowana

Zoofarmakognozja stosowana jest to termin wprowadzony przez Caroline Ingraham, opisujący wspomaganie zwierząt w procesach samoleczenia się, przy pomocy olejków eterycznych, ziół i innych naturalnych zasobów. Opiera się na analizie chemicznej otoczenia (węch, uczucie, węch/smak).

„Zwierzęta rodzą się wyposażone już w wiele kanałów komunikacyjnych, które łączą różne problemy, z różnymi receptorami węchowymi i smaku. Jako, że wszystko bazuje na sygnalizacji wewnętrznej (w ciele), nie ma potrzeby aby zwierzę musiało nauczyć się, która roślina terapeutyczna jest najbardziej odpowiednia w celu wyleczenia danej przypadłości”

~ Caroline Ingraham

W dzisiejszych czasach większość zwierząt udomowionych żyje w warunkach, w których nie ma swobodnego dostępu do niektórych składników naturalnych, żeby się samemu wspomóc. Specjaliści związani z emocjami zwierząt zauważyli, że młode uczą się od swoich matek różnych schematów zachowań. Następuje tak zwana socjalizacja. Wśród tych obserwacji, znalazł się dowód na to, że młode zwierzęta będą jeść uboższe w odżywcze substancje pokarmy, jeśli ich matki nauczyły je ignorować swój instynkt, każący im jeść to co jest bardziej odżywcze i bogatsze w zdrowe składniki [11,12,13]. Jest to doskonały przykład tego, jak matka zwierzaka lub w przypadku psów domowych jego przewodnik mogą niestety wpływać na naturalne zachowania zwierząt i stopować je. Jeśli uczymy psa nie podejmowania żadnych rzeczy z ziemi to ciężko, żeby sam zdecydował się na zjedzenie czegoś co mogłoby mu pomóc. Obserwuję to często na sesjach u psów trenerów czy behawiorystów. Proponuję zioła do jedzenia a psy powąchają i przed podjęciem suplementu patrzą na właściciela i proszą o zgodę.

Podczas sesji zoofarmakognozji robimy to co w naturalnym środowisku zwierzęta robiłyby same. Dajemy im możliwość wyboru. Każdorazowo proponowane są zioła i olejki eteryczne i pies podejmuje decyzję, który suplement lub zapach chce wybrać. Na podstawie jego/jej wyborów można wspomóc ciało w procesach samoleczenia, rozwiązać problem fizyczny, hormonalny lub behawioralny danego zwierzaka. Olejek może przynieść ulgę w bólu, rozluźnić psa/sukę, pomóc się uspokoić. Fobie dźwiękowe, lęk separacyjny, choroba lokomocyjna, depresja, żałoba, utrata, problemy fizyczne, problemy trawienne, regeneracja tkanek, łagodzenie stanów zapalnych – wszystkie te stany mogą zostać złagodzone przy pomocy olejków eterycznych, ziół i dobrej porady behawioralnej.

Częstym pytaniem jest, jak to działa, że jednemu zwierzakowi na stres bardziej pomaga inhalacja z olejku o zapachu fiołka a innemu waleriana? Jest to zależne od indywidualnych preferencji smakowych czy zapachowych danego zwierzaka [10]. Jest kilka olejków i ziół, które mogą wspomóc procesy samoleczenia związane z danym problemem, jednak zwierzak sam musi wybrać co jest dla niego dobre.

Dlatego to bardzo ważne, żeby nie próbować zoofarmakognozji stosowanej samemu tylko zgłosić się do doświadczonej osoby. Niestety w Polsce jest ciągle bardzo mało takich specjalistów. Tak samo trzeba uważać na olejki eteryczne, których się używa. Popularne firmy czy olejki z aptek nie posiadają odpowiednich certyfikatów albo posługują się certyfikatami wystawionymi przez siebie. Ja sama korzystam tylko i wyłącznie z olejków polecanych przez pionierkę zoofarmakognozji stosowanej Caroline Ingraham.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ja i Caroline Ingraham na warsztatach w Anglii we wrześniu 2020

 

Podsumowując, zwierzęta pokazują nam, że nie dość, że są inteligentne to jeszcze mają wiedzę o spożywaniu roślin w celu samoleczenia się. My ludzie, ufając ich instynktowi możemy wspierać je w tych procesach. Jednak pamiętajmy, żeby nie robić tego na własną rękę i korzystać z rady specjalisty. Do przeprowadzenia takiej sesji potrzebna jest osoba, która dobrze rozpozna wysyłane przez zwierzę sygnały związane z komunikacją danego gatunku, ma wiedzę na temat właściwości stosowanych ziół oraz ma dostęp do sprawdzonych, certyfikowanych olejków eterycznych i ziół.

 

Referencje

  1. Drozd, J. Wczoraj i Dziś Ziołolecznictwa. Wydawnictwo Uniwersytety Rzeszowskiego, Rzeszów, 2012.

  2. Nowiński, M. Dzieje upraw i roślin leczniczych. Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1983.

  3. Mikołajczyk, K. Wierzbicki, A. Zioła. LSW, Warszawa 1983.

  4. Cosa-Neto, E. Zoopharmacognosy, the Self -Medication Behaviour of Animals. Interfaces Cientificas-Saude e Ambiente. 2012

  5. Huffman, M. Animal self-medication and ethno-medicine: exploration and exploitation of the medicinal properties of plants. Proc Nutr Soc. 2003

  6. Rodriguez, E., Wrangham, R. Zoopharmacognosy: The Use of Medicinal Plants by Animals. In: Downham et al. eds. Phytochemical Potential of Tropical Plants. Springer, 1993

  7. Provenza, F., Villalba, J., Shaw, R. Sheep self-medicate when challenged with illness-inducing foods. Animal Behaviour. 2006

  8. Gwinner, H. Male European Starlings Use Odorous Herbs as Nest Material to Attract Females and Benefit Nestlings. In: East, Dehnhard eds. Chemical Signals in Vertebrates 12. Springer, 2012

  9. Cowen, R. Medicine on the wild side: animals may rely on natural pharmacy. Science News. 1990

  10. Huffman, M. Current Evidence for Self-Medication in Primates: A Multidisciplinary Perspective. Yearbook of Physical Anthropology, 1997

  11. Money, N. Fungi: a very short introduction. United Kingdom: Oxford University Press, 2016

  12. Provenza, F., Balph, D.F. Diet learning by domestic ruminants: theory, evidence and practical implications. Applied Animal Behaviour Science. 1987

  13. Wyrwicka, Imitation of mother’s inappropriate food preferences in weanling kittens, W.Pav.J.Biol.Sci. 1978

MIL_9275 kopia.jpg
MIL_3504.jpg
MIL_3353.jpg
DSC03683.JPG